como crear una pagina web

haslo

A A A

Po pracowitym listopadzie i początku grudnia przyszedł czas na finał akcji „Pomóżmy świętemu Mikołajowi dotrzeć na Kresy’2015”. W dniach 3 – 4 grudnia delegacja z Tarnowa uczestniczyła w wyjeździe na Ukrainę. Naszą szkołę reprezentowały uczennice: Patrycja Juszkiewicz, Katarzyna Kot, Barbara Panek i Anita Żurek, a także pp. prof. Maria Drewecka i Małgorzata Skrabacz. Rolę przewodnika całej 25-osobowej grupy, w której znaleźli się przedstawiciele Towarzystwa Miłośników Lwowa i Kresów Południowo – Wschodnich o. Tarnów, VII LO, Gminy Tarnów, Starostwa Powiatowego oraz SP nr 9 w Tarnowie, pełniła pani Bogusława Romaniewska, wiceprezes TMLiKPW. Pogoda nam sprzyjała. Granicę przekroczyliśmy bardzo szybko, ze zdumieniem przyglądając się tłumowi pieszych czekających na przejście na polską stronę… Pierwszy nasz przystanek miał miejsce w Mościskach, gdzie wraz z tutejszym księdzem katechetą pomodliliśmy się i złożyliśmy kwiaty na grobach polskich żołnierzy, którzy polegli w tych okolicach w czasie wojny obronnej we wrześniu 1939 r. Ostatnio zgromadzono ich szczątki, by pochować je uroczyście właśnie w kwaterze na tutejszym cmentarzu… Cmentarzu, gdzie niewiele jest już nagrobków, stare mogiły pozapadały się w ziemię, porosła je trawa.

W Pnikucie czekano na nas cierpliwie przez 1,5 godziny! Święty Mikołaj musiał więc nagrodzić to oczekiwanie i szybko przystąpić do rozdawania paczek. Wszystko odbyło się bardzo sprawnie, z pomocą proboszcza, księdza Stanisława, który zapraszał do Mikołaja kolejne grupy – ministrantów, lektorów, scholę, potem uczniów poszczególnych klas. Gościnność mieszkańców tej wioski poznaliśmy także, zasiadając w salce katechetycznej do suto zastawionych stołów. Rosołek smakował wyśmienicie, a jeszcze bardziej – serwowane na deser pączki. Nagrodziliśmy panie kucharki gromkimi brawami. I znów autokar. Śpieszymy się, bo trzeba zdążyć na koniec nabożeństwa w Czyszkach. Udało się! Do zakrystii wkraczamy w momencie, kiedy ksiądz z ministrantami właśnie wchodzą po zakończeniu mszy św. Mikołaj zostaje więc godnie powitany, a potem wraz z pomocnikami wręcza paczki. Znów jesteśmy świadkami wielu gestów radości i wzruszeń… Hojny gość intonuje kolędę, a potem się żegna, obiecując, że przyjedzie za rok. Teraz kierunek Strzelczyska. Podążamy tu wolniutko, ostrożnie pan kierowca manewruje pomiędzy wyrwami i kałużami na drodze. Kiedy docieramy pod szkołę, przez okna widzimy, że dzieci mają próby przed występem. Kiedy jednak zauważają nasz autokar, wybiegają przed budynek. Za nimi pojawiają się starsi, żeby pomóc dźwigać paczki. Wyładunek prezentów odbywa się dzięki temu sprawnie, więc wkrótce możemy zasiąść na sali gimnastycznej i obejrzeć przygotowany przez uczniów SP im. Jana Pawła II w Strzelczyskach program artystyczny. Mali artyści śpiewają, tańczą, przedstawiają krótkie scenki zatytułowane „Uwierz w Mikołaja”. Łatwo uwierzyć, kiedy się ma go przed oczyma… Święty Mikołaj wkracza na scenę witany przez panią dyrektor Alicję Baluch, a potem przez całą wioskę. Znów uwijają się zgrabnie nasze dziewczyny – Anita, Basia, Kasia i Patrycja, dbając o to, żeby dzieci nie czekały za długo na swój prezent. Panuje bardzo sympatyczna atmosfera, miło popatrzeć na zaaferowane prezentami dzieciaki, które od razu zaglądają do paczek, by np. wymienić się maskotką albo nakreślaczem. Znowu wszyscy na sali śpiewają kolędę – tym razem „Bóg się rodzi”. Znowu niejednemu głos więźnie w gardle, w oczach pojawiają się łzy…

Kiedy św. Mikołaj kończy swoją wizytę, zostajemy zaproszeni do stołówki na barszcz ukraiński, pierogi ruskie, gołąbki i ciasto. Nie sposób odmówić… a wszystko smakuje wspaniale. Śpieszymy się, gdyż w hollu szkoły czekają gospodarze, którzy zapraszają do siebie na nocleg. 
Rankiem wszyscy spotykamy się przy autobusie, wymieniamy uwagi. Przyjmowano nas wszędzie bardzo gościnnie, traktując jak członków rodziny. To dlatego rozmowy przy stole trwały długo w noc, bo trzeba było obejrzeć zdjęcia, posłuchać i poopowiadać, jak żyje się tam, na Ukrainie, i u nas, w Polsce. Pani Maria Wiączek ze Strzelczysk stwierdza: To, że jesteście teraz u nas, to wielkie święto. I nie chodzi tu o paczki. Chodzi przede wszystkim o to, że my dzięki temu wiemy, że o nas pamiętacie… Z rozmów wynika, że Polakom na Kresach, zwłaszcza mieszkańcom wiosek, żyje się ciężko. Mówią: jest dobrze, choć niełatwo. Wprawdzie nie ma już przerw w dostawach prądu, ale jego cena wzrosła kilkakrotnie. Podobnie ceny artykułów żywnościowych i innych towarów. Płace natomiast stoją w miejscu. Głębokim cieniem kładą się na codzienność wieści z frontu… Z sąsiedniej wioski walczący w wojnie rosyjsko – ukraińskiej chłopak zginął po trzech dniach. Inny wrócił, fizycznie sprawny, ale psychicznie – jest wrakiem człowieka. Ze Strzelczysk na front nie poszedł nikt… Ofiar tej wojny przybywa. – Zobaczycie na Cmentarzu Łyczakowskim, tam w dole jest kwatera, gdzie chowani są polegli. Widzieliśmy. Szereg świeżych mogił przykrytych ukraińskimi flagami.

Pożegnaliśmy gospodarzy jak swoich bliskich, obiecując, że za rok znów przyjedziemy i zatrzymamy się na nocleg u nich. Kolejny etap naszej podróży to Krysowice – dom Zgromadzenia Sióstr Służebniczek. Ten dom zakonny to miejsce, gdzie opieką otaczane są dzieci i chorzy, gdyż siostry prowadzą tu przedszkole oraz punkt medyczny. I tu przyjęci zostajemy bardzo serdecznie, mamy także okazję zobaczyć kaplicę – jedyny zachowany budynek, kiedyś wchodzący w skład kompleksu parkowo – pałacowego rodu Stadnickich. I znów ruszamy w drogę. Kierunek: Lwów. Miasto wita nas pięknym słońcem i piątkowym pośpiesznym ulicznym ruchem. Docieramy na Cmentarz Orląt Lwowskich, gdzie składamy wiązankę kwiatów i zapalamy znicze, a potem wędrujemy między rzędami mogił bohaterskich obrońców miasta. Stara część Cmentarza Łyczakowskiego budzi podziw… Tyle tu pięknych mogił, na nagrobkach nazwiska polskich artystów, naukowców, bohaterów naszej historii. Pani Romaniewska pokazuje nam groby Polaków, które odnowione zostały za pieniądze z kwest przeprowadzanych na Wszystkich Świętych. Spacer po lwowskiej Starówce, z konieczności bardzo krótki, również dostarcza wielu wrażeń. Odwiedzamy Katedrę, jesteśmy przy gmachu Opery, przy pomniku Adama Mickiewicza, przy tramwaju – kawiarni, takiej samej jak u nas w Tarnowie. Obserwujemy lwowską ulicę. Podobają się nam modne, wyjątkowo zgrabne futerka lwowianek. Krzepimy siły w McDonaldzie, małe zakupy – i ruszamy w powrotną drogę. Ta do domu jest zawsze krótsza. To prawda. Bez przeszkód przekraczamy granicę, a ok. 22.30 jesteśmy w Tarnowie. Trochę zmęczeni, ale pełni wrażeń, zadowoleni i przekonani, że było warto. Choćby po to, żeby usłyszeć: Chodzi przede wszystkim o to, że my tu dzięki temu wiemy, że o nas pamiętacie… Postaramy się pamiętać także za rok.

ZOBACZ ZDJĘCIA

Małgorzata Skrabacz